Dawno temu w Polsce

"A droga wiedzie w przód i w przód Skąd się zaczęła tuż za progiem I znów przed mną mknie gdzieś w dal A ja wciąż za nią, tak jak mogę. Skorymi stopy za nią w ślad Aż w szerszą się rozpłynie drogę, Gdzie strumień licznych dróg już wpadł. A dalej dokąd ? Rzec nie mogę."

poniedziałek, 23 lutego 2009

MiM & Ja & RPG

Początki….

No cóż, biorąc pod uwagę swój rocznik, to nie Idzi inaczej jak tylko wpisać się w szeroką grupę ludzi, którzy swoją przygodę z RPG zaczęli właśnie od tego pisma. Nie wiem, co autorów skłoniło do takiej nazwy, a właściwie powinienem powiedzieć, że nie pamiętam, bo kiedyś na pewno takie informacje się pojawiły, ale strzał był celny. Z jednej strony swoją nazwą bezpośrednio trafili w tematykę a z drugiej jednoznacznie nawiązali do starej dobrej planszówki. To właśnie ten drugi element przyciągnął mnie ( i nie tylko) jak magnes.
Pamiętam jak dziś, wycieczka zapoznawcza w liceum, gdzieś w okolice Żywca. Zobaczyłem ją w kisoku, grafika okładki momentalnie wydała mi się jakaś znajoma. Bliższe oględziny ujawniły informację o dodatkach do planszówki, a kilka chwil potem czwarty numer siedział już u mnie w plecaku.
Wracając do domu miałem już przeczytany cały numer, no może za wyjątkiem przygody na początku, której wyraźnie było napisane, że tylko dla MG. Najważniejsze jednak było to, że magia zaiskrzyła. Pojawiły się pytania: Co to jest?, Skąd to wziąć? I wiele, wiele inny. W niedługim czasie okazało się, że w klasie mam kumpla, który też zainteresował się tą tematyką a co ważniejsze, że ma kolegów którzy już graja w PRG. To samo powtórzyło się na podwórku a co więcej okazało się ze w NOK-u (Natoliński Ośrodek Kultury) jest klub i można się tam zapisać. Suma sumarum, po niedługim czasie grałem już w szkole, klubie i na osiedlu. Sesji było kilkanaście tygodniowo, no i oczywiście graliśmy w nieśmiertelne KC-ty. MIM-y przechodziły z ręki do ręki i ze względu na swoją zawartość były nieodzownym towarzyszem na sesji. Dzięki księgarni na Belwederskiej, oddalonej od mojej szkoły o kilka kroków szybko uzupełniłem brakujące MIM-y i zaopatrzyłem się w te dziwne kostki. Tu pragnę zwrócić uwagę znacznie młodszym zjadaczom RPG, że zdobyć kostkę inną niż d6 nie było łatwo. Nie istniał q-workshop i allegro, każda z nich był na wagę złota i niekiedy miało się jeden zestaw na wszystkich.


Głód wiedzy

Niestety niekoniecznie tej przekazywanej przez ciało pedagogiczne. Chłonęliśmy wszystko, każdą wzmiankę w prasie, każdą kserówkę, wszystko co tylko nawiązywało do RPG i Fantastyki. Nie było tak jak dziś, że zasiadało się przed przeglądarką i ściągało wszystkie wieści, publikacje i inny stuff. Na Mim-a czekałem z wypiekami i przeklinałem wydawcę/kolportera z każdy dzień zwłoki, a gdy już nadchodził ten dzień nie było siły żeby coś mogło mnie oderwać od lektury.

Ewolucja

MiM ewaluował z każdym numerem. Z kwartalnika na miesięcznik. Stopniowo zwiększał swoją objętość. Informacje o KC pojawiły się już w takiej ilości, która pozwalała na grę do 10 poziomów, czego efektem było zwiększenie ilości artykułów traktujących nie tylko o naszym rodzimym systemie. Na łamach pisma zaczęły pojawiać się recenzje, prezentacje systemów, najnowsze wieści ze świata, teksty Historyczne (np. Pancerni wczesnego średniowiecza), pomoce przydatne dla MG i graczy (Tu muszę wspomnieć niezapomniany artykuł o pułapkach. Dziwnym trafem okoliczności zaczęły pojawiać się one dopiero na trzecim poziomie podziemi tuż po ukazaniu się numeru) i wiele tekstów traktujących ogólnie o naszym hobby i mających pokazać nam różne aspekty gry.
Pismo z czasem zmieniało też swój format, zyskało kolorowe strony i …….

Stagnacja, powtórki, Mrok, upadek

I coś się zaczęło dziać nie tak. Artykułów, którymi można było się zainteresować było coraz mniej. Niektórzy zaczęli zwracać uwagę, że teksty zaczynają się powtarzać. MiM skupiał głównie swoją uwagę na systemach wydawanych przez MAG-a i świecie mroku. Tak się zdarzyło, że w tamtych czasach cały ten mrok wcale mnie nie pociągał. Stanowczo wolałem uganiać się za smokami a dokładnie gonić nimi swoja drużynę. Ktoś powie, że koloryzuję, ale był taki moment, że jedyne co dało się czytać nie będąc WoD-owcem, to Almanach.
W końcu powiedziałem sobie dość, wolę wydać kasę na coś innego, i skończyłem z MiM-em. Co więcej uraz był tak silny, że za wyjątkiem pierwszych dziewięciu wyprzedałem większość swoich numerów.

Nostalgiczny powrót

Minęło kilka lat. Nastała era ogólnie dostępnego Internetu, więc dostęp do treści traktujących o RPG-ach stał się szerszy. Zwiększyła się ilość priorytetów życiowych, a po latach grania miałem też wyrobione zdanie na różne tematy dotyczące grania, więc teksty typu „Jak prowadzić…” nie za bardzo zwracały moją uwagę. Mimo to gdzieś głęboko w sobie poczułem potrzebę powrotu do korzeni i zacząłem na powrót kupować Mim- a, w nowym formacie, trochę lepszym papierze.
Niestety wielki powrót nie trwał długo skończył się niedługo po wydaniu 100 numeru, kiedy to wydawnictwo podjęło decyzję o zaprzestaniu wydawania czasopisma.

Dziś…..

Od tamtych dni wysnuto wiele teorii dotyczących zniknięcia MiM (oraz innych pism). W większości przewija się sensowność wydawania czasopisma w formie papierowej w dobie ogólnego dostępu do Internetu i mnogości publikacji w nim dostępnych. Dzisiaj każdy może napisać jakiś tekst i opublikować go w sieci. Możemy powiedzieć, ze w końcu mamy to, czego nam zawsze brakowało – informacje. Z tym, że wpadliśmy ze skrajności zwanej niedostatkiem w skrajność przesycenia, po prostu jeden wielki szum informacyjny, z którego trzeba wyłowić wartościowe rzeczy. Nie wiem jak wy, ale ja stanowczo wolałem tamte dni niedopowiedzenia i niedoinformowania. Dni ciągłych poszukiwań i oczekiwania na z dawien dawna oczekiwane pismo. Obecna forma przekazu może jest lepsza, szybsza, łatwiejsza tak jak ciemna strona mocy, jednakże czuję się przez nią ograbiony z całej Magii i pozbawiony Miecza. I powiem wam jeszcze jedno, że wśród wielu błędów życiowych jakie popełniłem i jeszcze popełnię zrobiłem dwa, o których muszę tu powiedzieć. Pierwszy z nich to taki, że w przypływie złości i zwątpienia wyprzedałem swoją kolekcję MiM-a, a drugi, że ją niedawno odbudowałem. I powiem wam jeszcze coś. Jestem dumny i szczęśliwy z tego drugiego

wtorek, 10 lutego 2009

My i nasze książki

Książki. Zanim zacząłem się bawić w całą tą fantastykę już czytałem i to całkiem sporo jak na dzieciaka w podstawówce. Przerobiłem Tomki, Juliusza Verne, Winnetou i wszystko inne, co można było podciągnąć pod powieść podróżniczo fantastyczno przygodową. Kiedy ja kończyłem trylogię Sienkiewicza inni dopiero zaczynali „Janko Muzykant”. Miałem też pierwsze zetknięcie z Tolkienem. Niestety bardzo niefortunne. Starszy kolega na koloniach podrzucił mi „Dwie Wieże” z zapewnieniem, że to świetna pozycja. Nauczka była taka, że nie powinno się zaczynać tej wagi powieści od środka (przynajmniej za pierwszym razem) w dodatku od wiersza. Na szczęście drugie podejście odbyło się już z pełną świadomością wagi sytuacji i znajomością tematu.
Po złapaniu bakcyla czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce i tyle na ile było mnie stać. Stety bądź nie należę do tej grupy czytaczy, którzy muszą mieć czytaną pozycję na półce. Efekty są dwa. Ciągle powiększająca się biblioteczka i pusty portfel.
W końcu nastał moment, kiedy od czasu do czasu sięgałem po ksiązki już przeczytane. I tu, dość często następowało rozczarowanie, jaka ta fabuła jest banalna, autor, co najwyżej powinien pisać horoskopy do gazet itp. Czy to z biegiem lat wyrobił mi się smak literacki, czy może przeczytałem już tyle, że trudno jest mi znaleźć nieszablonowy tekst, który po okrojeniu z imion i nazw nadal będzie inny od pozostałych. Co gorsza książki które kiedyś chciałem przeczytać a zrobiłem to dopiero teraz ze względu na finanse również nie wydają się tak wspaniałe. Ot jakiś Mroczny elf biegający z czarnym kociakiem za swoim przeznaczeniem – NUDA. Najwyższy czas zrobić głęboką weryfikację autorów i zabrać się za poważną fantastykę, czas na zmiany. Rzekłbym, że zmienił mi się światopogląd i ogólne podejście do tematu, a brak czasu wymusił bardziej sumienny wybór pozycji, poparty recenzjami z kilku źródeł, jak również klasą samego autora.
A teraz pytanie czy młody czytasz powinien od razu rzucać się na głęboką wodę? Załóżmy, że stał się fanem fantastyki i chce wchłonąć jak najwięcej. Co tak osoba wyniesie z lektury książki , której prawdopodobnie nie będzie w stanie docenić a czasami nawet w pełni zrozumieć ukrytych treści, ze względu na swój młody wiek (mówię o ogóle). Czy nie lepiej żeby zaczęła od lżejszych pozycji i stopniowo nabierała dojrzałości literackiej. Zaraz ktoś powie, że powinno się czytać tylko dobrą literaturę, ale dobre dla jednego wcale nie oznacza tego samego dla innego człowieka. Osobiście wiele razy mam/miałem wrażenie, że książka mnie męczy tylko po to żeby po jakimś czasie przejść przez nią bez zająknięcia - tak jak z Tolkienem. Czy jeśli zdarzy się wam, że jakiś młody fan zapyta was, „od czego mógłbym zacząć?” to rzucicie mu Hobbita czy Silmariliona? Dla mnie wybór jest oczywisty.

piątek, 6 lutego 2009

Z pewnego punktu widzenia ...

W zeszłym roku, przyciśnięty głęboką potrzebą zagrania jakiejś sesyjki zawędrowałem na http://lastinn.info/ i dołączyłem się do nowo rozpoczynanej sesji.
Żeby być całkowicie fair musze w tym miejscu dodać, że gracze mieli pisać minimum po jednej/dwie (już nie pamiętam dokładnie) wiadomości na tydzień. Zaczęło się fajnie – w końcu to moja pierwsza sesja przez forum. Pierwsze posty trochę sztywne, ale z czasem robiłem postępy. Niestety nadeszły ciężkie dni w pracy, remont, przeprowadzka, a po powrocie do domu ostatnią rzeczą, o jakiej marzyłem było ślęczenie przed komputerem. W ciągu kilku tygodni ilość moich wiadomości zmalała, chociaż starałem się utrzymać wymagane minimum. W między czasie odszedł jeden z graczy zażenowany sposobem gry innego, ktoś inny przestał pisać. Efektem takich poczynań było zamknięcie sesji przez MG. No dobra nie dziwię mu się, mógł się trochę zdenerwować, ale nie o to chodzi. Zaraz potem na forum sesji rozpoczęła się krótka dyskusja. Obydwaj Panowie (MG i najbardziej aktywny gracz) nie przyjmowali do wiadomości, że nie można znaleźć czasu na napisanie, chociaż jednego wpisu. Obydwaj Panowie twardo twierdzili (i pewnie twierdzą nadal, przynajmniej jeszcze przez kilka lat), że taki czas zawsze się znajdzie i nie ma czegoś takiego jak inne priorytety. Tak na marginesie z ogółu wypowiedzi jedna z osób była gdzieś w połowie studiów a druga w gimnazjum/liceum.
Po co to piszę? Po pierwsze na pewno żeby się trochę pożalić, taką mam naturę. Sesja była fajna, a ja w końcu mogłem sobie zagrać. Po drugie zwrócicie uwagę jak zmienia się wszystko w zależności od tego, na jakim etapie życia się znajdujemy. Gdy zaczynałem przygodę w RPG i fantastykę grało się kilka sesji dziennie i wyrabiało minimum normę krajową w czytaniu książek (więcej o książkach, kiedy indziej). Potem już po ślubie i studiach udało się zwołać starą gwardię i pograć. Strasznie mnie wtedy dziwiły wypowiedzi na forum o braku czasu itp. No a potem…
…. Urodziła mi się córa. Wspaniałe przeżycie, tylko, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Dopiero niedawno, gdy minął już rok od tamtego wydarzenia, dzięki aprobacie mojej lepszej połowy znów wróciłem do grania. Co prawda jako MG bo tylko w ten sposób mogę dyktować terminy sesji, a jestem zbyt porządny żeby zawalać sesję innemu MG przychodząc na co dziesiątą, ale chłopaki skoczyli już na czwarte poziomy i raczej na tym się nie skończy. No i fajnie jest, ktoś sobie pomyśli. No nie do końca. To znaczy fajnie, ale to zależy od punktu widzenia. Dlaczego? Bo w czerwcu rodzą mi się DWA chłopaki i książki będzie trzeba odłożyć na półkę, przynajmniej na jakiś czas.
Będzie się działo, ale jak sobie pomyślę, że za kilka lat ekipę do grania (w RPGi, planszówki, bitwniaki i inne) będę miał w domu, to jakoś mi się lżej robi.
I tak już na sam koniec. Doceniajcie wolny czas który macie i wykorzystajcie go w 100%, bo nie dostaniecie drugiej szansy.

Coś na początek

Niestety raz na jakiś czas nachodzą mnie dziwne myśli o przemijaniu i o tym, co po sobie zostawię. Biorąc pod uwagę wiek i to, do czego już udało mi się dojść to raczej nie mogę liczyć na wiele, mimo to, że według ogólno przyjętych standardów powinienem być całkowicie zadowolony z własnych osiągnięć.
Stąd właśnie ten blog. Druga strona medalu jest taka, że w dobie nieustannego braku czasu na czytanie książek, granie w RPG i ogólne niemożliwość poświęcania cennych sekund na swoje zainteresowania postanowiłem pójść śladami innych osób i od czasu do czasu zrzucić jakieś myśli na Server, tak po prostu żeby się uzewnętrznić.
Jak to będzie, zobaczymy, najważniejsze żeby zacząć a potem ……