Dawno temu w Polsce

"A droga wiedzie w przód i w przód Skąd się zaczęła tuż za progiem I znów przed mną mknie gdzieś w dal A ja wciąż za nią, tak jak mogę. Skorymi stopy za nią w ślad Aż w szerszą się rozpłynie drogę, Gdzie strumień licznych dróg już wpadł. A dalej dokąd ? Rzec nie mogę."

wtorek, 22 grudnia 2009

KB #6 Alea iacta est - czyli podsumowanie szóstej edycji karnawału

Stało się i nastał 22 grudnia co zgodnie z zapowiedzią oznacza koniec szóstej edycji karnawału. 

Przyznaje się, że byłem bardzo ciekawy jakie treści pod znakiem śmierci zawitają w karnawał. Jako pewniak obstawiałem "ostatnie słowa" i przykłady pokazujące jak to zginęli wasi bohaterowie. W głębi liczyłem na to że pojawi się kilka nietypowych wpisów i muszę przyznać, że moje nadzieje przeszły wszelkie oczekiwanie. Właściwie każdy wpis jest inny i rzuca odmienne światło na motyw śmierci i to nie tylko bohaterów. Pojawiły wpisy traktujące o refleksjach wywołanych śmiercią, pisaliście o pomysłach na to jak wykorzystać śmierć na sesji, oraz o kilku innych sprawach ale jakże ciekawych i rzekłbym niespodziewanych w tym karnawale.

Dziękuję bardzo  wszystkim uczestnikom:
Ojciec Kanonik
MidMad
Omlet
Paladyn
Krzemień
Repek
Smartfox
Yarot
Enc
Darken
Seji
Zły Janek
Neurocide
Behir
Drozdal
Rhamona
Ja(Glinthor)
Aureus
Khaki
Borejko
Ghost Rider
Six
Misiołak
Chavez
gan
Magnesus

Tym samym mamy już zamknięte sześć edycji:
#1 Borejko: Przyszłość gier fabularnych
#2 Neurocide: Wygrzebańcy
#3 Smartfox: Niezapomniana sesja RPG
#4 Seji: Ulubione realia
#5 Zuhar: Najważniejsze reguły
#6 Glinthor Śmierć w RPG


Niestety do tej pory nie zgłosił się nikt kto chciałby poprowadzić następna edycję. Nie wiem co tfurca zaplanował na taką sytuację. Czyżby śmierć dopadła i karnawał. Ciągle czekam na zgłoszenia, jeśli nie decyzje co dalej pozostawiam Borejce


Update: Rzutem na taśmę zgłosiło się kilku uczestników. Pod uwage wziąłem czas napływania zgłoszeń. W związku z tym karnawał wędruje do Enca. Nowy karnawal rozpocznie sie 25 grudnia, wtedy tez poznacie temat.

wtorek, 15 grudnia 2009

KB#6 - wolne rozważania o śmierci

22 grudnia zbliża się niebłagalnie, więc pora żebym i ja coś napisał na temat śmierci w RPG.


Jako MG nie miałem zbyt wielu okazji żeby zginąć. Z drugiej strony należę do grupy prowadzących, którzy niechętnie uśmiercają postacie graczy, co wynika raczej z działania na własną korzyść, a nie miłosierdzia.


Śmierć, z jaką się spotkałem podczas gry w RPG, tak jak w życiu, zawsze wywoływała różne emocje, bądź pobudzała do refleksji i zastanowienia się nad pytaniem: Co dalej?


W kwestii refleksji nad postacią to, gdy zginął mój pierwszy bohater, byłem wściekły. Nie żałowałem go wtedy po prostu byłem wściekły na kolegę, który wbrew wszelkiemu rozsądkowi i zasadom zabił mnie dobijając do pali, na które spadłem. Ta pierwsza strata przeszła bez większego echa, po prostu nie byłem jeszcze zżyty z moim alternatywnym ja, albo/i jeszcze inaczej je traktowałem. Z czasem coś się zaczęło zmieniać, człowiekowi zaczęło zależeć na postaciach, które prowadził. Czasami było to zwyczajne zżycie, innym razem dochodziła strata materialna w postaci zebranego ekwipunku i doświadczenia. Pamiętam jak kiedyś musiałem uśmiercić postać Rycerza Solamnijskiego. Przegiąłem z przeciwnikiem i drużyna poniosła konsekwencje. Graliśmy razem długo i przez kilka dni miałem wyrzuty sumienia, a kumpel był dość podłamany. Wpadłem nawet na pomysł jak przywrócić go do sesji, ale jakoś nie wyszło, to były jedne z ostatnich regularnych sesji starej ekipy.


Kilka razy zdarzyło się, że śmierć była tuż, tuż i cudem jej uniknąłem, czy to za sprawą MG czy punktów przeznaczenia. Zawsze potem następowała refleksja nad tym, co się wydarzyło, ktoś ten efekt nazwał już inicjatorem. Mam takiego krasnoluda, niezły wyjadacz na trzeciej profesji. Jest to moja jedyna postać do Warhammera, i co więcej stworzyłem ją na samym początku zaistnienia polskiej edycji WFRPG. Gurthem grywałem przeważnie na konwentach, raz na „Zimie z RPG” trafił mi się MG, straszny rzeźnik. Niby powolutku, spokojnie, jakaś mała przystawka na początek. Po to tylko żeby na koniec zrobić wielkie bum. No i zrobił, znaleźliśmy się w Kislevie atakowanym przez chordy Chaosu. Odział biegł w szeregu wąską uliczką. Nagle pomiędzy nas wpadł rycerz chaosu na koniu. Wszystko działo się niesamowicie szybko, chłopaki padali jeden za drugim, mnie samemu udało się wcisnąć pod konia i obserwowałem to wszystko spod niego. Na koniec oberwałem kopytem i straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem leżałem spętany na wozie wraz z innymi którym udało się przeżyć. Chwilę potem wszyscy wylądowaliśmy w rzece. Uratowały mnie PP, nie było innego wyjścia. Szybkość całej akcji, zwrot wypadków i ogólne spojrzenie na to, co się wydarzyło w Kislevie chodziło mi po głowie jeszcze kilka dni. Innym razem należałem do oddziału solamnijskiego. Dotarliśmy do zamku zamieszkanego przez złe smoki, będące pod ludzkimi postaciami. Cała sytuacja dotarła do momentu, w którym albo mieliśmy stracić honor albo stanąć do pojedynku. Wszyscy wiedzieli, że nie mamy najmniejszych szans, ale decyzja była jednoznaczna. Z namaszczeniem zwinęliśmy sztandar i przekazaliśmy go giermkom wraz ze szczegółowymi instrukcjami. Cały odział, czyli kilku rycerzy, stanął w pełnym rynsztunku na placu pojedynkowym. Wszyscy przegnaliśmy się by zaraz potem z okrzykiem bojowym ruszyć na przeciwnika. Jakie było nasze zdziwienie gdy tuż przed zwarciem wszystko rozpłynęło się w powietrzu – cała akcja była perfidną iluzją naszego MG. Bliskość, rzekł bym nawet namacalności śmierci nadała obydwu tym wydarzeniom niesamowitego efektu. Wtedy naprawdę poczułem się jak niedobitek po najeździe chaosu i rycerz solamnijski głęboko wierzący w słowa Est Sularus Oth Mithas.


Raz zdarzyło mi się zagrać piękna sesję. Nie fajną, nie super, nie najlepszą, po prostu piękną. Grałem postać tragiczną, z góry skazaną na śmierć. To był rycerz (chyba znów solamnijski), którego ukochana została zabita przez Lorda Sotha. Jego nowym i jedynym celem życia stało się znalezienie lorda i pomszczenie swej ukochanej. MG dał mi tą możliwości. Wraz z giermkiem stanęliśmy u bram zamku lorda Sotha. Jak Jurand czekałem pod bramą, wzywając mordercę mojej ukochanej na pojedynek. W końcu Soth pojawił się w bramie. Ustawiliśmy się do natarcia. Po drugim najeździe na kopie skończyłem z jego drzewcem w swojej piersi. Całość przygody trwała jedną sesję, ale to było piękne.


Śmierć sama w sobie jest straszna, zwłaszcza w realnym życiu i nic tego nie zmieni. Będziemy jej unikać za wszelką cenę. RPG jago rzecz fikcyjna pozwala nam obrać śmierć z jej grozy i skupić na innych aspektach. Jako Mistrzowie gracze możemy wykorzystać jej motyw w celu uzyskania bądź doznania różnych efektów. Jakich zapytacie? To już zależy tylko od nas.

wtorek, 8 grudnia 2009

Paczka z dawien dawna oczekiwana.

Wow to był dzień. Jakis czas temu zamówiłem kilka rzeczy w Rebelu. Niestety trzeba było na nie czekać prawie miesiąc. Paczka miała nadejść w tym tygodniu, co groziło opóźnieniem w jej odebraniu, jak to mówią w szkoleniach poza firma się nie wybiera. Nadeszła godzina 15 a kuriera niet. O dziwo trochę przed piąta zadzwoniła koleżanka z recepcji, z informacją że przyszła paczka. Niewiele myśląc mknąłem lapka i wcześniej wyszedłem zacierając ręce. Otóż jakie było moje zdziwienie gdy otrzymałem w swoje ręce dwie pokaźne przesyłki, tą z Rebela plus ostatni zakup z Allegro. Kurde jednego dnia wracałem do domu z siedmioma nowymi podręcznikami do RPG. Kiedyś człowiek łaził po sklepach z asortymentem RPG, ślinił się i marzył o tym co by kupił gdyby miał te wszystkie pieniądze. A dziś proszę, tylko żeby mieć ten czas co kiedyś na granie.

No ale do brzegu. Paczuszki rozpakowałem jeszcze w aucie, a tam świeżo pachnący drukiem
- "Jesienna Gawęda" Trzewiczka - zbiór wszytkich artykułów które ukazały się w MiMe i Portalu
- "Shadowrun Arsenal" - wszytko to co tygrysy lubią najbardziej
- "Rouge Trader" - bez komentarza
- D&D 3.5 PHB
- D&D 3.5 DMG
- D&D 3.5 Monster
- D&D 3.5Manual of the Planes

A na dokładkę panowie z Wargamera zrobili mi prezent i otworzyli stoisko na warszawskim Bemowie w Bemowo Carrefour.

To był na prawdę udany wieczór. Już niedługo postaram się "Rzucić Okiem" na niektóre z tych zakupów