Dawno temu w Polsce

"A droga wiedzie w przód i w przód Skąd się zaczęła tuż za progiem I znów przed mną mknie gdzieś w dal A ja wciąż za nią, tak jak mogę. Skorymi stopy za nią w ślad Aż w szerszą się rozpłynie drogę, Gdzie strumień licznych dróg już wpadł. A dalej dokąd ? Rzec nie mogę."

niedziela, 24 stycznia 2010

Gracz też homo sapiens



Faktycznie Enc wrzucił trochę na luz, przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Co prawda temat otwarty dla wszystkich ale wręcz pozorom jak kałuża – nie wiesz jak jest głęboko dopóki nie wejdziesz. Dzisiaj jest już 24 stycznia a ja ciągle nie wiem co napisać.


No dobra spróbujemy. Należę do tej grupy, która miała możliwość siedzenia po obydwu stronach zasłonki mistrza gry. Grając czy prowadząc przez te naście lat muszę powiedzieć, że trochę widziałem i słyszałem. Przede wszystkim gracz to też człowiek i jak na homo sapiens przystało ma swoje potrzeby. Każdy z nas gra z jakiegoś powodu i to dla niego przychodzi na sesję. O ile u podstaw stoi zainteresowanie tą samą tematyką oraz przeżywanie przygód w wyimaginowanych światach to sposoby na jakie chcieli byśmy przeprowadzić grę nie zawsze są takie same. Dobrze jeżeli te metody są podobne, no ale jak to w życiu mogą się i zdarzyć przeciwstawne. Kiedy stawialiśmy swoje pierwsze kroki w RPG byliśmy jak białe kartki, które dopiero zaczynały chłonąć atrament. Z czasem nabieraliśmy wprawy, zaczynaliśmy rozumieć mechaniki, poznawaliśmy nowe możliwości. Po kilkunastu sesjach każdy z nas wyrobił swój własny sposób gry. Tak długo jak graliśmy w starej grupie nic nie było dziwne, no prawie nic. Ciekawie zaczęło się robić gdy pojawiali się nowi gracze lub samemu (jako MG) grało się w innej drużynie. Nowy gracz tak jak w realnym życiu natychmiast zostaje poddany ocenie grupy. Bierze ona pod uwagę zarówno sposób gry jak i samą osobowość gracza. Po pierwszej sesji mamy już wstępnie wyrobione zdanie. W przypadku niezgodności z grupą Nowy i jego postać zostaną odstawieni na boczny tor w łańcuchu decyzyjności, staną na końcu kolejki po zdobyte skarby i w pierwszym szeregu gdy przyjdzie czas na zbadanie nie bezpiecznego obszaru. Z tego miejsca są jest kilka dróg. Słabi gracze odchodzą w poszukiwaniu nowego miejsca do aklimatyzacji, mocni będą twardo brnąć do przodu tak długo aż wtopią się w grupę.
Granie w RPG jest jak życie, poznajemy, ewoluujemy, staramy się znaleźć grupę w której będziemy akceptowani.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Netrunner #3


Nowy rok a w nim nowe linki do niekoniecznie nowych, ale mam nadzieję przydatnych stron.

Jako pierwsze, skryptorium Archiwum Karak Khaz w którym znajdziecie spis artykułów w czasopiśie "Magia i Miecz". Strona nie pokrywa wszystkich numerów, ale mimo to jest tego trochę. Strona nie jest aktualizowana, jednakże jeszcze wisi w sieci.

Drugi link doprowadzi was do polskiej strony poświęconej światu Obcego. Troche historii, polityki, sprzętu i mechaniki.

Na koniec generator plansz z hexami różnej wielkości, kolorów itd.

środa, 6 stycznia 2010

AD 2008/2009 podsumowanie rpegowca

To były dwa naprawdę trudne lata. Jeszcze w 06 i 07 wydawało się, że jest nieźle. Stara ekipa odbudowała się trochę pograłem trochę poprowadziłem. Nawet, kiedy w czerwcu 07 urodziła się Ewa nie było najgorzej, a to udało się coś poprowadzić, coś zagrać. 40K przeżywała swoje odrodzenie a planszówki znów zawitały na salonach i udało mi się w nie wciągnąć moją żonę, co sobie chwalę i co trwa do dziś.


Tak było, a potem nastał rok 2008. Na wiosnę sprzedaliśmy moje mieszkanie na Mokotowie, bo potrzebna była kasa na nowe większe. Tym sposobem skończyłem na wsi Bemowo z kredytem na 40 lat i bez perspektyw powrotu na mój Mokotów. Jak to mówiła Balcerkowi „jak ktoś się z miasta na wieś wyprowadził to…” a szkoda gadać. Pakowania i wożenia było od cholery. Nowe mieliśmy odebrać gdzieś w maju i wykończyć do czerwca lub lipca. Dzięki uprzejmości wujostwa żony zrzuciliśmy nasze graty u nich w obszernej piwnicy (chwała im za to). Na dokładkę na okres przejściowy wylądowaliśmy u teściów. To było naprawdę ciekawe przeżycie, zwłaszcza, że dzięki JW Destruction i kilku opóźnieniom w robotach wprowadziliśmy się do nowego w sierpniu. W miedzy czasie spróbowałem PBF z nadzieją, że znajdę tam ostoje dla zabieganych graczy. Niestety okazało się, że siedzą tam fanatycy „piszący posty na kolanie w przerwie między lekcjami”. W końcu trochę odetchnąłem. Byliśmy sami u siebie i bez obciążenia związanego z wykańczaniem mieszkania. Czasami zastanawiałem się, kto kogo wykańczał ja je czy ono mnie.

No, ale do brzegu, znajomi zaczęli wpadać do nas na planszówki, mnie udało się zorganizować na nowo grupę i poprowadzić kilka sesji w AD&D2ed. Tak jakoś wyszło, że w październiku spadła na nas wiadomość o tym, że żona jest w ciąży. Super w końcu tak to mniej więcej planowaliśmy. Potem pojawiła się aktualizacja, że będą bliźniaki. Cieszyłem się jak diabli, zresztą cieszę się dalej, ale roboty jest od cholery, jak to mówią kropla, która przelała czarę. Najgorsze jest to, że jak się potem okazało moje jesienne plany wzięły w dupę, bo z dwom to można sobie dać radę w pojedynkę, ale z taką trójką to już nie, co w efekcie zaowocowało długim pobytem osób trzecich niezbędnych do pomocy (bez komentarzy) i po części trwa do dziś. Ze względu na obciążenie mojej lepszej połowy sesje zostały zawieszone, mniej też graliśmy w planszówki, a Space Marines wrócili do koszarów.

W czerwcu 2009 nastał dzień radosnej apokalipsy, urodził się Artur i Mateusz. Mimo pełni radości i przepełnienia dumą dopadły mnie moje rodzinne demony. Po jakimś czasie linia frontu ustabilizowała się i przeszedłem w stan zimnej wojny.

Tak to oto dobrnąłem do końca 2009. Zero RPG, prawie w ogóle książek itd. Sytuacja wymusiła ode mnie zajęcie się polityką rodzinną co było/jest trudnym zadaniem i nie najlepiej mi z tym idzie do dziś. Jednak nie było by tego złego, co na dobre nie wyszło. Z grania w RPG przerzuciłem się na kolekcjonowanie podręczników, w efekcie, czego moja biblioteczka pęka w szwach. Dodatkowo odkryłem sferę blogów RPG i sam zacząłem, co nieco pisać. W tym miejscu musze przyznać, że dzięki czytaniu blogów RPG, chociaż trochę poczułem ponowny smak RPG, poznałem innych tetryków, którzy mają naprawdę bardzo dużo do powiedzenia o tym hobby. Niestety Borejko, ale to się zaczęło od twojego Bloga, nie myśl sobie za wiele, ale musze powiedzieć „Dzięki”. Przełom roku dobrze rokuje na przyszłość. Planszówki i znajomi znów zawitali w nasze progi, nawet jakoś próbowaliśmy umówić się na sesję a Marines dostali po dupie od Gwardi. Mam wrażenie, że rok 2010 będzie dużo lepszy pod każdym względem. Ewa ma już 2 ½ roku, chłopcy ½ , cała trójka zaczyna być coraz bardziej samodzielna co oznacza więcej możliwości w gospodarowaniu wolnym czasem. Rynek RPG jakoś przeżył kryzys i na swój sposób brnie do przodu. Na naszym polskim poletku też się trochę działo i wygląda na to, że będzie lepiej, oczywiście nie tak dobrze jak w latach 90-tych, ale lepiej. Pożyjemy zobaczymy.

Szczęśliwego Nowego Roku