Dawno temu w Polsce

"A droga wiedzie w przód i w przód Skąd się zaczęła tuż za progiem I znów przed mną mknie gdzieś w dal A ja wciąż za nią, tak jak mogę. Skorymi stopy za nią w ślad Aż w szerszą się rozpłynie drogę, Gdzie strumień licznych dróg już wpadł. A dalej dokąd ? Rzec nie mogę."

niedziela, 21 marca 2010

Dlaczego warto pytac o zasady


Nie przypominam sobie żebym przez te wszystkie lata zastosował realnie jakieś domowe zasady podczas prowadzenia, opcjonalne tak, ale nie domowe. Mimo to chciałbym podzielić się z wami historią, jak to mówią ku przestrodze. Będzie to krótkie streszczenie opowiadani mówiącego o tym dlaczego warto pytać o „house rules” zanim usiądziemy do stołu.


Gra doprowadziła Oliviera Arkwrighta na drogi Sithicus. Tym razem celem jego podróży był zajazd stojący z dala od osiedli ludzkich „Iron Warden”. To tutaj miała odbyć się następna gra. Po krótkiej potyczce słownej z karczmarzem o imieniu Unthar, do dyskusji włączyła się kobieta o imieniu Tisiphone, stara znajoma Oliviera i wytrawna graczka. Jak się okazało to ona jest właścicielką zajazdu i to ona zwołała grę. W końcu Unthar odsłonił stół pokryty zielonym suknem i rozpoczęto przygotowania do gry.

„Witam wszystkich w Iron Warden.” Rozpoczęła Tisiphone kierując się na stanowisko prowadzącego. „Grą dzisiejszego wieczora będą czaszkowe kości. Każda kość zamiast jedynki ma symbol czaszki, która podczas rozgrywki liczy się jako zwyczajna jedynka. Jednakże mamy dwie zasady domowe. Po pierwsze jeżeli w pierwszym rzucie wyrzucicie dubla w czaszkach to automatycznie przegrywacie wszystko.”

„Wszystko?” Zapytał Olivier. Tisiphone roześmiała się.”Nie martw się nie poproszę cię o duszę. Wszystko znaczy całe pieniądze i kosztowności które wnieśliście ze sobą do tej gospody. Po drugie jeśli ktoś z was wyrzuci wygrywającą siódemkę to prowadzący ma możliwość zabicia jej poprzez wyrzucenie dubla czaszek jeśli mu się nie uda wygrywacie podwójną stawkę.”

„Czy to wszystkie domowe zasady” - po raz kolejny zapytał Olivier. „Tak, to już wszytko. Nie ma więcej modyfikacji” Odpowiedziała Tisiphone.

Gra rozpoczęła się, i zgodnie z przypuszczeniami Oliviera pierwsza srebrna moneta jaką położył na stole była ostatnią która pochodziła z jego zasobów. Większość graczy okazała się nowicjuszami i po dwóch godzinach przy stoliku został tylko on, Tisiphone oraz gracz o imieniu Dorlon. Do zachodu zostało ich tylko dwoje, Durlona, tak jak resztę załatwiły podwójne czaszki.

Wraz z upływem czasu Olivier zaczynał odczuwać coraz większe zaniepokojenie, przechodzące w strach, emanujace od jego przyjaciółki. Jednocześnie miał wrażanie, że nie chodzi tu o samą grę. W końcu los stanął po stronie Oliviera i to waśnie on został wygranym wieczoru. Lecz zanim zdarzył sobie pogratulować, zaniepokoiła go zmian w zachowaniu Tisiphone.

„Nie jestem w stanie pokryć twojej wygranej” Powiedziała kobieta. „W takim razie rozumiem, że przejmuję zajazd?”. Zrezygnowanym ruchem Tisi wyciągnęła spod spodu zwinięty pergamin i rzuciła go na stół. „Nie chce tu zostać, jeśli nie chcesz oddać mi zajazdu możemy wymyśleć coś innego”. „Nie dziękuję” Jej łzy zniknęły tak samo jak drżenie głosu. Zwróciła się do Unthara. 'Pospiesz się. Słońce już zachodzi”.

„Wyjeżdżasz?” Wyjąkał Olivier.”A co z elfami?”

„Wolę raczej spróbować swoich szans z nimi niż z tym co tu się zbliżą” Zakrzywione ostrze Oliwiera wyskoczyło z pochwy jak wąż, wzniosło się i zatrzymało przed Tisiphone. „Nikt stąd nie wyjdzie zanim nie dostanę odpowiedzi.”

W tym momencie drzwi zajazdu otworzyły się ukazując wysoką postać, całą czarną na tle zachodu słońca. „Nikt stąd nie wyjdzie zanim ja nie będę miał możliwości zagrania” sprostowała postać. Unthar i Tisiphone padli na kolana. „Lord Soth” wyszeptali spuszczając wzrok.

Lord podszedł do Oliviera na odległość miecza. Spojrzał swoimi czerwonymi ślepiami na mężczyznę i pergamin który ten trzymał w ręku. „Jesteś właścicielem zajazdu. Zagrasz ze mną w czaszkowe kości o tytuł zarządcy Żelaznych Wzgórz. Jako wygrany poprowadzisz armię moich żołnierzy przeciwko elfom.” Lord rzucił łańcuch zarządcy będący insygniami władzy na stół po czym postawił odwrócony kubek z kościami na stole. „Podwójna czaszka,” stwierdził nawet nie patrząc „Przegrałem, łańcuch jest twój”. Świat Oliviera zapadł się w sobie, wszystkie plany, nadzieje skończyły się. Ostatkiem woli, całkiem intuicyjnie zagadnął „Czy mam swój rzut?” Soth przytakną.”Wygraj a zwrócę ci wolność, gdyż nie mam ze sobą nic innego oprócz łańcucha który wygrałeś”. Człowiek z drżeniem rąk rzucił kościami na stół. „Siedem” stwierdził Soth. Wygrałem wyszeptał oniemiały ze szczęścia Olivier. „Jeszce nie. Jako rozdający mam prawo zniwelowac twój rzut jeśli wyrzucę podwójne czaszki” Słowa Lorda były jak ostrze zabójcy kończące żywot ofiary. Lord zdjął rękawice odsłaniając resztki swojego ciała i Olivier wiedział już że władca nie był żywy. Wiedział też że jedynym wynikiem jaki wypadnie na kościach będzie dubel czaszek.

„Nie” głos Oliwiera brutalnie przerwał ciszę. „Nie masz tego rzutu.”

„Co?” spauzował Lord. „Domowe zasady. Jako właściciel mogę je dowolnie ustalać.” Starał się być jak najbardziej wiarygodnym. „Powinieneś zapytać jakie są domowe zasady zanim zasiadłeś do stołu”

Seneszal Lorda rzucił się na bezczelnego człowieka z furią. Skoczył na stół i już miał sięgnąć głupca który miał czelność bycia tak bezczelnym wobec jego pana, gdy niespodziewanie Lord odrzucił stół na bok, a wraz z nim swojego sługę.”Masz rację” powiedział Soth. „Powinienem zapytać o zasady zanim zacząłem grać”

Treść pochodzi z opowiadania "The Rigor of the Game" James Lowdera




poniedziałek, 15 marca 2010

1 rok i znowu w akcji


W zeszłym tygodniu po raz kolejny wysłałem SMS-a do chłopaków z propozycją sesji. Tym razem pod wpływem determinacji i chęci skończenia mini kampanii zaznaczyłem, że wystarczy dwóch graczy. Ostatnimi czasy Panów Braci trudno jest zebrać w jednym miejscu i godzinie a tu proszę jakież było moje zdziwienie, gdy do wieczora udział w sesji potwierdziły aż cztery osoby w tym kolega, co mu się dopiero maleństwo urodziło. Super, mając przed sobą tylko jeden wieczór na przygotowanie złapałem za stare notatki i zeszyt z przygodą.

Ponad rok temu zacząłem prowadzić kampanie "Miecz Dolin" w realiach Forgotten Realms. Czując jakiś niesmak do D&D 3ed sięgnąłem po jej stara i wypróbowaną poprzedniczkę AD&D2ed. Mini kampania składa się z trzech części o dość sensownej fabule i składni wydarzeń. Trochę podziemi trochę pleneru.

Oczywiście na wstępie padło „kurde nic nie pamiętamy”, na szczęście w tym punkcie byłem przewidujący i jakby to powiedzieć - się przygotowałem. Cudem tylko jedna osoba zgubiła kartę, ale tu też wyszliśmy obronną ręką, bo tak się złożyło, że akurat tą postać miałem wpisaną w programie TSR-u będącym naprawdę mocnym narzędziem dla MG. Przydał się tez kalendarz w Excelu z naniesionym upływem dni i komentarzami o wydarzeniach. W sumie bez żadnych komplikacji i strat zaczęliśmy grać.

Może trochę sztywno z mojej strony, może za mało opisowo, ale poszło. Chłopaki zaliczyli bójkę w karczmie i pojedynek z Zentharijskimi strażnikami i czarodziejem. O dziwo każdy coś pamiętał z zasad i mechanicznie poszło gładko. Przy okazji wyszły braki wynikające z prostoty systemu i kilka rzeczy musiałem zasymulować na bieżąco. Zabawnym okazał się fakt, że na pięć osób od lat grających w AD&D2ed, aż cztery pierwszy raz zastosowały system walki bez broni, no wiecie ta śmieszna tabelko z rodzajami ciosów, obrażeniami i szansą na nokaut.

Jak było tak było, najważniejsze, że coś się ruszyło a koledzy zadeklarowali chęć grania w najbliższych tygodniach. Nawet już snuliśmy pomysły na to co potem. Może Planescape, może Shadowrun. Pożyjemy zobaczymy.

środa, 10 marca 2010

Deathwatch

No nieźle. FFG nie zasypuje gruszek w popiele i idzie dalej. Trendy w RPG się zmieniają, powstają nowe koncepcje światów a uniwersum Warhammera trwa i pomimo bużliwej histroii ma się dobrze, a rzekłbym coraz lepiej. Na koniec lutego FFG ogłosiło wydanie podręcznika do nowego RPG w świecie WH40k - Deathwatch. Do tej pory mogliśmy grać inkwizycją, explorować wszechświat, a teraz zakujemy się w pancerz Space Marina aby służyć Imperium jako członek zakonu.


Zapowiada się niełzy kąsek, zatstanaiwa mie tylko jeden aspekt. Dark Heresy znam tylko z opowiadania innych, Rouge Tradera mam niestety jeszcze czeka na swoją kolejkę do czytania jednkże słyszałem że te dwa sytemy różnią się od siebie. Jeżeli tak jest w istocie i trzeci podęcznik równiez będzie zawierał odmienną mechanikę to dziwi mnie to bo jako użytkownik wolał bym mieć trzy róne RPG ale związane sytemowo. W każdym bądź razie muszę to sprawdzić i już zacząć oodkładąć na nowy dodatek do kolekcji. Nawet jesli sobie w niego nie pogram to miło będzie sobie poczytac i pooglądać podręcznik wydany przez FFG.