Dawno temu w Polsce

"A droga wiedzie w przód i w przód Skąd się zaczęła tuż za progiem I znów przed mną mknie gdzieś w dal A ja wciąż za nią, tak jak mogę. Skorymi stopy za nią w ślad Aż w szerszą się rozpłynie drogę, Gdzie strumień licznych dróg już wpadł. A dalej dokąd ? Rzec nie mogę."

środa, 11 maja 2011

WoT

Godzina 0700. Silnik Tygrysa pracował równomiernie wprowadzając wszystko w wibracje. Załoga wiedziała, że gdzieś tam jest przeciwnik i że dzisiaj postara się odbić miasteczko. Małe wąskie uliczki nie były tym co pancerniacy lubią najbardziej ale część oddziału musiała je zabezpieczyć. Niszczyciele czołgów ustawiły się na wzgórzu wyczekując na koordynaty a lekkie czołgi z początku wojny wyszukiwały wroga.
Nagle tygrysem gwałtownie wstrząsnęło. Rozległ się huk.
- Cholera - krzykną dowódca. Sherman za nami, kierowca naprzód. Obrócić wieżę.
- Nie mogę. - odkrzykną celowniczy, - lufa nie mieści się w uliczce.-
Tygrys ruszył na przód w wyszukiwaniu osłony i miejsca na odwrócenie się, na jego szczęście obyło się na rykoszecie,. W radiu rozległy się sygnały z innych pojazdów o ataku i jednostkach przeciwnika atakujących od strony wzgórz i miasta. Przeciwnik przedostał się jakoś na tyły i zaatakował znienacka. Drugi rykoszet wstrząsnął pojazdem. Tygrys wydostał się na skrzyżowanie i zaczął obracać lufę. Jeszcze chwila i przeciwnik znajdzie się w polu rażenia.
- Przeciwpancerny ładuj - rozległo się w słuchawkach. Dowódca wycelował. Trzeci rykoszet. Sherman zrozumiał i próbował skryć się z rogiem budynku. Ognia. Huk i dym wypełnił Tygrysa, Sherman eksplodował. W tym samym momencie poczuli następny strzał, tym razem w bok.
- Przeciwnik na lewej, do tyłu. -
Tygrys próbował odskoczyć za węgieł, ale zamiast tego zaczął się obracać. - Cholera straciliśmy gąsienicę. Pierdolę już po nas. - Próbowali jeszcze obrócić wieżę. Nagle ogień i dym wypełniły wnętrze…..


Godzina 0650 główna część sprzymierzonych zbliżały się do pozycji niemieckich od strony wzgórz. Shermany niepostrzeżenie dostały się na tyły miasteczka i miały zaatakować jako pierwsze. Pierwszy czołg wjechał już w uliczkę. - Tygrys przed nami. - krzykną dowódca. - Mamy go jest tyłem. Cel, ognia. - Dym, huk.
- Fuck, rykoszet, Ładuj, cholera, dawaj ten przeciwpancerny. -
- Nie może odwrócić lufy, - krzykną kierowca.- Mamy szansę. Ognia!!!!! Kurwa znowu rykoszet. Ładuj !!!!!!!!!!!!!! John chowaj nas za ten budynek. Ognia!!!!!!!!!!!!!. O Boże mają nas……….

Shrmany zrobiły swoje ale zapłaciły za to wysoką cenę. Tygrys wypełznął z ukrycia. Stał bokiem do M26 Pershing’a. - Ognia!!!!!. Mamy go dostał w gąsienicę. Przeciwpancerny ładuj!!!! Ognia!!!!!!!!. Jeden mniej, cała naprzód. O kurrrrrrwwwwaa aaaaaa!!!.

- M26 w zasięgu Panie kapitanie. - Dowódca niemieckiego niszczyciela czołgów spojrzał w dół na uliczkę miasta. - Cel. Ognia !!!!!. Dostał.-

Do niedawna powyższe wydarzenia mogliśmy przeżywać oglądając amerykańskie filmy wojenne lub czytajac książki o bitwach pancernych. Teraz możemy przeżyć je osobiście grajać w WoT. Nie jestem pasjonatem gier MMO i im podobnym które mnożą się na potęgę próbując trafić w gust odbiorcy, ale w całej tej masie zabijaczy czasu pojawiła się gra która jest inna. Na World of Tanks, kolega zwrócił mi uwagę ponad miesiąc temu gdy była jeszcze w fazie testowej. Dzisiaj chula już pełną parą.

W grze wcielamy się w dowódcę czołgu z okresu II wojny światowej. Jeżeli ktoś chciałby sklasyfikować tą pozycję to jest to gra łącząca elementy zręcznościowe oraz taktyczne. I uwierzcie mi, taktyka i doświadczenie zdobywane podczas gry są na wagę złota. Nawet znajomość terenu, na którym rozgrywamy bitwę pomaga nam, tak jak w rzeczywistości, odnieść zwycięstwo lub ponieść porażkę.
Używając żargonu, powiem, że sama rozgrywka jest miodna. Bardzo ładna opraw graficzna terenu, dopracowane modele czołgów wszystko to sprawia, że gra się z przyjemnością. Sterujemy pojazdem z widoku 3D. Kąt patrzenia zmienia się z obrotem wierzy i pochyleniem lufy. Za pomocą kółka w myszce zbliżamy obiekty w celowniku jednocześnie bardzo zawężając pole widzenia do konkretnego punku. Rzec by można – jak w czołgu.
Biorąc udział w bitwach zdobywamy pieniądze i doświadczenie. Zarówno jedno jak i drugie zmieniamy w lepszy sprzęt lub wyszkolenie załogi. Tu muszę przyznać, że twórcy odwalili naprawdę kawał dobrej roboty. Fakt, nie jestem znawcą pojazdów pancernych tamtej epoki ale wszytko wygląda bardzo realistycznie. Czołgi oprócz kształtu charakteryzuje pancerz, siła ognia celność, szybkość. Każdy czołg możemy ulepszyć zmieniając mu silnik, zawieszenie, radio, wieżyczkę no i to co tygrysy lubią najbardziej czyli działo.
Zapytacie a gdzie jest haczyk. Otóż tam gdzie zwykle w tego typu grach. Chcesz mieć coś szybciej lub coś lepszego zapłać. Za realne pieniądze kupujemy złocisze za które możemy wyszkolić załogę, kupić dodatkowy osprzęt, lub przeznaczyć na zakup nowego czołgu.
Uwierzcie mi jednak, że złocisze nie są potrzebne. Grając nawet podstawowym czołgiem możemy sporo ugrać i mieć przy tym kupę zabawy. Naprawdę dużo zależy od taktyki. Punkty dostajemy nawet za wykrywanie czołgów przeciwnika a do tego najlepiej nadają się lekkie wozy. Co więcej system przydziela graczy proporcjonalnie dla obydwu stron wiec szanse są równe. No właśnie zapomniałem o jednym elemencie. W WoT grają przeciwko sobie całe grupy czołgów z arsenału Niemieckiego, USA i Związku Radzieckiego. Jeżeli mnie pamięć nie myli to na stronę przypada około 18.

Panie i Panowie czołgiści. Do wozów i nie dajcie się zaskoczyć.