Dawno temu w Polsce

"A droga wiedzie w przód i w przód Skąd się zaczęła tuż za progiem I znów przed mną mknie gdzieś w dal A ja wciąż za nią, tak jak mogę. Skorymi stopy za nią w ślad Aż w szerszą się rozpłynie drogę, Gdzie strumień licznych dróg już wpadł. A dalej dokąd ? Rzec nie mogę."

środa, 10 sierpnia 2011

Razorback - zrób to sam

Dzisiaj troche nietypowo, bo wpis poświęcam modelarstwu i bitweniakom.

Jaki jest problem z Razoback'iem? Otóż wieżyczka (przynajmniej taki jest stan mojej wiedzy) jest nie do kupienia. Pozostaje tylko opcja zrób to sam. Ponizej pozwalam podzieliśc się z wami moim projektem tego elementu.




Finalne złożenie z bocznymi osłonami











Teraz już tylko na drukarkę 3D, trochę pracy wykończeniowej i można montować na pojeździe. Jest też plan zrobienia formy i wykonania kilku odwzorowań. Czas pokaże.


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Co zjada mój czas???

Patrzę na datę mojego ostatniego wpisu, 11 maj. Kurde jak ten czas leci. Już myślałem, że uda mi się jakoś regularnie pisać, ba regularnie czytać inne blogi a tu nic. Nie wiem co się dzieje, ale od jakiegoś pół roku nie jestem w stanie zorganizować sobie czasu. Niby powinno być lepiej, ale jakoś nie chce. Wydaje mi się, że przyczyny są co najmniej trzy. Po pierwsze stałem się szczęśliwym/nieszczęśliwym (niepotrzebne skreślić) posiadaczem X-box'a, konsola wsysa uwierzcie mi. Najlepsze było to , że na początku poczułem się jak ten dzieciak ze średniej szkoły co się od kompa nie mógł oderwać. Po drugie już od jakiegoś czasu zacząłem grac w Earthdawn'a. TAAAAAAAA HURAAAAAAAAAA znowu w akcji. MG wyciągnął mi mi z jakiejś gazetki profesję maga bojowego. Ja dodałem to tego trochę idei i tak powstał trzy metrowy 350 kilogramowy troll, kręcący młynki mieczem i rzucający dookoła czary. Polubiłem kolesia, nawet udało mi się przysiąść i naskrobać kilka stron niezłej historii a dodatkowo zacząć pisać dziennik z przygód. Jedno mnie tylko wkurwia. No bo wyobraźcie sobie tę górę mięsa z wielkim mieczem co jak pizdnie to powinno wszytko oklapnąć, tylko że jak cisnę n-kostakmi to co raz mi wychodzi coś poniżej dziesięciu. Naprawdę można oszaleć, żeby to jeszcze było raz na jakiś czas a tu nie co rzut to klapa. MG śmieje się i przytacza powiedzonko, że jak się nie ma w kościach to się ma w miłości, i coś w tym kurde musi być. Na szczęście świat ED jest naprawdę ciekawy, a historia która próbujemy rozwikłać trzyma w napięciu, więc wszytko jakoś się rekompensuje.
No dobra został jeszcze trzeci powód, w robocie mamy kontrolę internetu i trza się pilnować. Szef już raz poinformował mnie, że znalazłem się w czołówce użytkowników w związku z tym ograniczam się do minimum.

Zawsze wydawało mi się, że w tematach okołogrowych jestem pozytywnie zakręcony. Po ostatniej wizycie kolegów stwierdzam jednak że jestem pierdolnięty, oni zresztą też. Ja rozumiem że w RPG można zarwać nockę albo kilka dni, to jest normalne, ale żeby siedzieć dwanaście godzin przy jednej planszówce to trzeba mieć nasrane. Do tego dodam jeszcze że graliśmy u mnie a powodem był fakt że mam największy stół, jakieś trzy metry na metr a i tak ledwo się zmieściliśmy. Dziesięć punktów dla tych co już wiedzą, tak to Twilight Imperium.







Na koniec przypomniała mi się pewna fraszka, a brzmi ona mniej więcej tak:

Męża nie ma dzień i noc
Żona martwi się szalenie
Nagle jest znalazł się
Grał w Twilight'a z rozszerzeniem

Tym optymistycznym akcentem żegnam szanowne grono.